Szkoła bez telefonu – kara czy szansa? Co dzieje się z nami, kiedy odkładamy smartfon
Dla rodziców Dla uczniów Technologie

Szkoła bez telefonu – kara czy szansa? Co dzieje się z nami, kiedy odkładamy smartfon

Telefon. 

Największy wróg.

Zaspakajacz potrzeb, dla którego rezygnujemy z rzeczy tak podstawowych jak sen i jedzenie.

Jeden z nieodłącznych przedmiotów otaczającej nas rzeczywistości, zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, który wzbudza jednocześnie tak wiele skrajnych emocji. 

Służy do kontaktu z innymi, rozrywki, nauki, sprawdzania planu lekcji, robienia zdjęć, obsługi bankowości, płacenia w sklepie, słuchania muzyki. 

Często zapominamy jednak, że telefon – podobnie jak choćby nóż – jest przede wszystkim narzędziem. Noża mogę użyć, by posmarować kanapkę masłem, ale mogę też kogoś nim skrzywdzić. Sam przedmiot nie przesądza jeszcze o tym, jaki będzie skutek jego użycia. Z technologią jest podobnie. Nie chodzi więc o to, żeby przedstawiać technologię jako coś złego. Warto raczej przyjrzeć się temu, co nam daje, ale również co może nam zabierać. 

No to jakie są te koszty?

UWAGA

Smartfon jest urządzeniem zaprojektowanym tak, żebyśmy do niego wracali. Powiadomienie, wiadomość, nowy film, komentarz – każde z nich może stać się konkurencją dla tego, co robimy właśnie teraz. I, co ciekawe, telefon nie zawsze musi nawet zadzwonić, żeby angażować część naszych zasobów poznawczych.

W znanym badaniu Warda i jego współpracowników uczestnicy wykonywali zadania, podczas gdy ich własny telefon leżał na biurku, był schowany w torbie lub kieszeni albo znajdował się w innym pomieszczeniu. Najwyższą dostępną pojemność poznawczą obserwowano wtedy, gdy telefon znajdował się w innym pomieszczeniu, a najniższą – kiedy leżał na biurku (nieużywany). Autorzy nazwali ten efekt „brain drain” (drenaż mózgów) – wskazując, że sama obecność własnego smartfona może angażować część ograniczonych zasobów poznawczych. 

W prostych słowach – sam fakt, że Twój telefon leży obok, może sprawić, że część naszej uwagi, myślenia, kreatywności pozostaje zaangażowana w aktywne powstrzymywanie się od zerknięcia na telefon, nawet jeśli świadomie wcale o nim nie myślisz. I choć późniejsze badania nie zawsze odtwarzają ten efekt w takim samym stopniu, dają nam dobry powód, żeby zastanowić się nad tym, czy „nie korzystam z telefonu” rzeczywiście zawsze oznacza to samo co „telefon mnie nie angażuje”.

KREATYWNOŚĆ I RADZENIE SOBIE Z TRUDNYMI SYTUACJAMI

Kosztem może być również coraz mniejsza tolerancja na sytuacje, w których… nic się nie dzieje.

Czekasz na autobus – telefon. Stoisz w kolejce – telefon. Skończyłeś zadanie przed innymi – telefon. Kolega spóźnia się pięć minut – telefon.

Smartfon pozwala wypełnić niemal każdą wolną chwilę bodźcem. A kiedy każdą pustą przestrzeń możemy natychmiast zagospodarować, coraz rzadziej musimy szukać odpowiedzi na pytanie: „Co zrobię ze sobą, kiedy się nudzę lub kiedy odczuwam jakiś dyskomfort?”

Tymczasem czas, w którym uwaga nie jest bez przerwy zajęta zewnętrznymi bodźcami, nie musi być czasem straconym. Badania nad swobodnym błądzeniem myśli pokazują związki między sposobem, w jaki korzystamy z nieustrukturyzowanego czasu, a procesami twórczymi. Nie oznacza to prostego równania „zabierz telefon = dziecko stanie się bardziej kreatywne”, ale przypomina, że umysł potrzebuje również przestrzeni, w której nie jest cały czas czymś zajęty.

RELACJE

Telefon daje nam ogromne możliwości kontaktu z innymi. Paradoksalnie może jednak również konkurować o uwagę z osobą, która znajduje się tuż obok. Jeżeli podczas każdej przerwy możemy natychmiast wejść do swojej cyfrowej grupy, nie musimy podejmować ryzyka rozpoczęcia rozmowy z kimś stojącym obok, radzić sobie z chwilą niezręczności czy zastanawiać się, jak dołączyć do grupy. To ważne, bo kompetencje społeczne rozwijają się głównie poprzez doświadczenie. 

Samo odebranie telefonów automatycznie nie sprawi, że dzieci zaczną budować lepsze przyjaźnie. Badania nad szkolnymi zakazami są pod tym względem znacznie bardziej złożone, co prowadzi nas do bardzo ważnego wniosku: telefon można zabrać w kilka sekund. Zmiana nawyków i sposobu funkcjonowania wymaga znacznie więcej czasu – a ograniczenie telefonu jest pierwszym krokiem.

Co z perspektywą samych “zainteresowanych”?

Dorosłym łatwo powiedzieć: „Kiedyś nie było telefonów i jakoś żyliśmy”. Tylko że dla współczesnego dziecka czy nastolatka to „kiedyś” właściwie nie istnieje.

Dzisiejsi uczniowie urodzili się w świecie, w którym internet, komunikatory, media społecznościowe, streaming, gry online, a coraz częściej także sztuczna inteligencja są naturalną częścią rzeczywistości. Nie musieli się do świata cyfrowego przyzwyczajać. Oni w nim dorastali i uczyli się budować relację z użyciem technologii.

Dlatego telefon z perspektywy młodego człowieka nie jest wyłącznie urządzeniem. Jest trochę jak przedłużenie jego świata społecznego. To tam toczą się rozmowy po zakończeniu lekcji, powstają plany na weekend, krążą żarty i memy, pojawiają się informacje o tym, co wydarzyło się w klasie. To tam można sprawdzić, czy ktoś odpisał, zobaczył wiadomość, zareagował na zdjęcie albo pamiętał o naszym istnieniu.

A w okresie dorastania ma to szczególne znaczenie. Jednym z ważnych zadań rozwojowych nastolatka jest stopniowe przesuwanie środka ciężkości z rodziny w stronę grupy rówieśniczej, budowanie własnej tożsamości i szukanie odpowiedzi na pytania: „Kim jestem?”, „Gdzie pasuję?”, „Co myślą o mnie inni?”, „Czy jestem częścią grupy?”. Dzisiaj znaczna część tych procesów odbywa się również online.

Dlatego perspektywa kilku godzin bez możliwości sprawdzenia telefonu może dla nastolatka oznaczać coś więcej niż brak dostępu do rozrywki. Może oznaczać chwilowe odcięcie od informacji o własnej grupie. Jest to związane z efektem FOMO – Fear of Missing Out, czyli obawą, że coś ważnego dzieje się bez naszego udziału: znajomi coś ustalają, trwa rozmowa na grupie, pojawia się żart, którego później nie będę rozumieć. Dla nastolatka, którego poczucie przynależności intensywnie się rozwija, może mieć to znacznie większą wagę niż dla dorosłego. 

Telefon pełni jednak jeszcze jedną, mniej oczywistą funkcję – pomaga regulować emocje i dyskomfort.

Nudzę się – sięgam po telefon.

Stresuję się – oglądam filmiki.

Nie wiem, do kogo podejść na przerwie – ekran daje mi zajęcie i sprawia, że nie czuję nie źle. Smartfon staje się więc łatwo dostępnym sposobem na szybkie zmniejszenie napięcia albo wypełnienie pustej przestrzeni – ekran natychmiast proponuje alternatywę.

I właśnie dlatego jego brak może być początkowo naprawdę nieprzyjemny. Może pojawić się odruchowe sięganie do kieszeni, poczucie, że „czegoś brakuje”, niecierpliwość, rozdrażnienie czy trudność w znalezieniu sobie miejsca podczas przerwy. Nie oznacza to, że każde napięcie związane z brakiem telefonu świadczy o uzależnieniu. Pokazuje jednak, dlaczego zdanie „przecież to tylko kilka godzin bez telefonu” może znaczyć coś zupełnie innego dla dorosłego i dla piętnastolatka. Dla młodego człowieka na kilka godzin znika bowiem nie tylko urządzenie, ale także źródło kontaktu z grupą, rozrywki, informacji i jeden z łatwo dostępnych sposobów radzenia sobie z nudą czy napięciem. 

A może ten dyskomfort jest właśnie częścią szansy?

I tu dochodzimy do pewnego paradoksu. To, co początkowo może być dla młodego człowieka najtrudniejsze – nuda, brak natychmiastowej stymulacji, niemożność sprawdzenia wiadomości czy konieczność odnalezienia się na przerwie bez ekranu – może jednocześnie stworzyć przestrzeń do rozwijania umiejętności, które w świecie ciągłej dostępności technologii coraz rzadziej mamy okazję ćwiczyć.

Jeśli się nudzę i nie mogę natychmiast sięgnąć po telefon, muszę znaleźć inny sposób na zagospodarowanie tej chwili. Jeśli mam ochotę sprawdzić wiadomość, odkrywam, że impuls nie musi od razu prowadzić do działania. Jeśli na przerwie nie mogę schować się za ekranem, być może będę musiał rozejrzeć się wokół, podejść do kogoś albo przez chwilę pobyć sam ze sobą.

Nie zawsze będzie to przyjemne – i nie musi być.

Właśnie w takich drobnych sytuacjach ćwiczymy tolerowanie nudy i frustracji, odraczanie gratyfikacji, samoregulację i szukanie różnych sposobów radzenia sobie z napięciem. Telefon przestaje być jedyną dostępną odpowiedzią na każdą wolną lub trudną chwilę.

Szkolne ograniczenie smartfonów nie sprawi więc automatycznie, że dzieci będą bardziej skoncentrowane, kreatywne czy towarzyskie. Może jednak stworzyć warunki, w których częściej będą miały okazję korzystać z tego, co ekran łatwo wypełniał: własnych pomysłów, kontaktu z drugim człowiekiem, swobodnego myślenia czy po prostu chwili bez kolejnego bodźca.

I być może właśnie w ten sposób warto spojrzeć na szkołę bez telefonu: nie jako na świat pozbawiony technologii, ale jako na kilka godzin dziennie, podczas których młody człowiek może doświadczyć, że nie każda chwila musi być natychmiast czymś wypełniona.

A jak rozmawiać o tym z dzieckiem?

Przede wszystkim nie próbuj przekonywać dziecka, że zakaz jest świetny, jeśli ono doświadcza go zupełnie inaczej. Zacznij od ciekawości:

„Jak Ci jest bez telefonu w szkole?” „Kiedy najbardziej Ci go brakuje?” „Co teraz robicie na przerwach?” „Czy coś stało się łatwiejsze? A co jest trudniejsze?”

Warto też nie ograniczać rozmów o technologii do czasu ekranowego. Zamiast tylko: „Ile dzisiaj siedziałeś w telefonie?”, pytaj czasem: „Po co najczęściej po niego sięgasz?”, „Co Ci daje?”, „Kiedy najtrudniej Ci go odłożyć?”.

I pamiętaj, że dzieci uczą się również przez obserwację. Jeśli sami wypełniamy telefonem każdą wolną chwilę, trudno oczekiwać, że młody człowiek nauczy się funkcjonować inaczej.

Ostatecznie nie chodzi o wychowanie dzieci, które nie korzystają z technologii. Chodzi o wychowanie młodych ludzi, którzy rozumieją, po co po nią sięgają, potrafią korzystać z niej wtedy, kiedy im służy – zamiast stopniowo stawać się jej niewolnikami.