Nie musisz być gotowy od pierwszego dzwonka. Dlaczego powrót do szkoły może być trudny?
Dla rodziców Dla uczniów Psychologia

Nie musisz być gotowy od pierwszego dzwonka. Dlaczego powrót do szkoły może być trudny?

Nowy plecak. Nowe zeszyty. Plan lekcji zapisany. Budzik ustawiony.
Teoretycznie wszystko jest gotowe.
Tylko dziecko niekoniecznie.

Po kilku tygodniach wakacji powrót do szkoły oznacza znacznie więcej niż powrót do nauki. Zmienia się pora wstawania, liczba obowiązków, ilość bodźców, kontakty społeczne, wymagania i oczekiwania. To, co przez dwa miesiące było codziennością, właściwie z dnia na dzień zostaje zastąpione zupełnie innym rytmem.

Dlatego jeśli pod koniec wakacji słyszysz: „Nie chcę wracać do szkoły”, nie musi to oznaczać lenistwa, braku ambicji ani tego, że w szkole dzieje się coś złego. Czasem oznacza po prostu: „Nie chcę jeszcze kolejnej zmiany”.

Dlaczego tak lubimy to, co znamy?

Z psychologicznego punktu widzenia rutyna pełni bardzo ważną funkcję. Przewidywalność daje nam poczucie bezpieczeństwa i pozwala oszczędzać zasoby poznawcze.

Jeśli przez kilka tygodni dziecko wstaje później, je śniadanie bez pośpiechu, ma więcej swobody i mniej obowiązków, jego organizm przyzwyczaja się do takiego rytmu. We wrześniu trzeba go zmienić właściwie z dnia na dzień: wcześniejsza pobudka, szybkie wyjście z domu, kilka godzin koncentracji, zadania domowe, zajęcia dodatkowe.

Do tego dochodzi ogromna zmiana w ilości bodźców. Dzwonek, rozmowy na korytarzu, kilkadziesiąt osób, kolejni nauczyciele, polecenia, konieczność przenoszenia uwagi z jednego zadania na drugie.

Nic dziwnego, że po pierwszych dniach dziecko może wrócić do domu i powiedzieć tylko: „Jestem zmęczony”. Ono naprawdę może być zmęczone. Adaptacja kosztuje energię.

W domu mogę odpuścić. W szkole jestem oceniany

Jest jeszcze jeden aspekt powrotu do szkoły, o którym łatwo zapomnieć. Szkoła jest środowiskiem, w którym dziecko jest znacznie częściej wystawione na ocenę. I nie chodzi wyłącznie o stopnie.

Czy dobrze odpowiedziałem? Czy zdążę zrobić zadanie? Czy nauczyciel mnie pochwali? Czy inni zauważą, że czegoś nie wiem? Czy dobrze wyglądam? Czy ktoś usiądzie obok mnie? Czy nie powiedziałem czegoś głupiego?

Dziecko przez wiele godzin funkcjonuje w otoczeniu, w którym musi obserwować nie tylko wymagania nauczycieli, ale również reakcje rówieśników.

Dom – jeśli jest dla dziecka bezpiecznym miejscem – działa inaczej. Tutaj można zdjąć tę społeczną „zbroję”. Nie trzeba przez cały czas kontrolować zachowania, dopasowywać się do grupy czy zastanawiać się, jak zostanie się odebranym.

Dlatego paradoksalnie właśnie w bezpiecznym domu możemy zobaczyć najwięcej trudnych emocji. Po powrocie ze szkoły dziecko może być drażliwe, bardziej płaczliwe, odpowiadać „nie wiem”, trzaskać drzwiami albo złościć się o drobiazg. Oczywiście nie oznacza to, że każde trudne zachowanie należy akceptować. Warto jednak zastanowić się nie tylko: „Dlaczego on tak się zachowuje?”, ale również: „Ile wysiłku kosztowało go dzisiaj funkcjonowanie poza domem?”

A czy moja klasa nadal jest taka sama?

Powrót po wakacjach oznacza również ponowne wejście w system społeczny klasy. Dwa miesiące to dla dziecka czy nastolatka naprawdę dużo czasu. Ktoś spędził wakacje z koleżanką, z którą wcześniej prawie nie rozmawiał. Ktoś pokłócił się na grupie. Powstała nowa paczka. Przyjaźń, która w czerwcu wydawała się bardzo bliska, trochę się rozluźniła.

Dlatego powrót może oznaczać ponowne sprawdzanie: „Czy nadal tutaj pasuję?”. Szczególnie w okresie dorastania, kiedy przynależność do grupy rówieśniczej nabiera ogromnego znaczenia, takie drobne przesunięcia mogą być przeżywane bardzo intensywnie.

Dorosły może zobaczyć tylko: „Przecież wracasz do tej samej klasy”. Dziecko może widzieć: „Wracam do klasy, ale jeszcze nie wiem, czy moje miejsce nadal jest takie samo”. I to również jest element wrześniowej adaptacji.

Dobry start nie musi oznaczać startu na 100 procent

Wrzesień łatwo zamienić w projekt: od początku regularna nauka, idealnie spakowany plecak, zajęcia dodatkowe, mniej telefonu, wcześniejsze chodzenie spać i oczywiście „tym razem żadnych zaległości”.

Tyle że dziecko właśnie próbuje ponownie przystosować się do dużej liczby wymagań. Dokładanie kolejnych może sprawić, że zamiast poczucia: „dam sobie radę”, pojawi się raczej: „wszyscy czegoś ode mnie chcą”.

Dlatego jednym z ważniejszych zadań rodzica na początku roku może być nie tyle zorganizowanie dziecku idealnego startu, ile pomaganie mu odzyskiwać poczucie wpływu i sprawstwa.

Wakacje oznaczały dużą swobodę. Szkoła przynosi godziny lekcji, plan, zadania, terminy i zasady, na które dziecko ma niewielki wpływ. Tym bardziej warto zostawić mu przestrzeń do decydowania tam, gdzie jest to możliwe.

Zamiast więc przygotować cały plan za dziecko, możesz zapytać: „Co najbardziej pomogłoby Ci rano spokojniej wyjść z domu?” „O której chciałbyś zacząć przygotowywać się do snu, żeby rano było Ci łatwiej?” „Jak chcesz zorganizować sobie czas po powrocie ze szkoły?” „Co możemy zrobić, żeby pierwsze tygodnie były dla Ciebie trochę łatwiejsze?”

Nie oznacza to, że dziecko samo ustala wszystkie zasady. Sprawstwo nie jest tym samym co brak granic. Rodzic nadal tworzy ramy, ale wewnątrz nich daje dziecku możliwość wyboru, planowania i sprawdzania, co mu służy.

Warto też zaczynać od małych rzeczy. Zamiast we wrześniu jednocześnie zmieniać sen, naukę, korzystanie z telefonu, zajęcia dodatkowe i organizację obowiązków, wybierzcie jeden lub dwa obszary. Niech dziecko ma szansę doświadczyć: „ustaliłem plan, spróbowałem i zadziałało”.

Takie doświadczenia budują coś znacznie ważniejszego niż perfekcyjnie rozpoczęty rok szkolny – przekonanie: „mam wpływ na to, jak sobie radzę”. I to jest zasób, z którego dziecko będzie mogło korzystać nie tylko we wrześniu.

Nie pytaj tylko: „Jak było w szkole?”

Po pierwszych dniach warto też zostawić dziecku trochę przestrzeni na własne tempo adaptacji. Zamiast od razu pytać o oceny i zadania, spróbuj czasem zapytać: „Co jest teraz najtrudniejsze w powrocie?” „Co okazało się łatwiejsze, niż myślałeś?” „Jak Ci jest znowu z Twoją klasą?” „Czego najbardziej potrzebujesz po powrocie do domu?”.

Jeśli słyszysz: „Nie chce mi się”, „Mam dość” albo „Wakacje były lepsze”, nie musisz natychmiast motywować. Czasem ważniejszy będzie komunikat: „Rozumiem. Przestawienie się z wakacji na szkołę może trochę potrwać”.

Normalizowanie trudności nie oznacza rezygnacji z wymagań. Możesz nadal oczekiwać, że dziecko rano wstanie, pójdzie do szkoły i będzie realizowało swoje obowiązki. Jednocześnie możesz uznać, że przez pierwsze tygodnie będzie kosztowało je to więcej energii.

Nie trzeba być gotowym od pierwszego dzwonka

Powrót do szkoły jest zmianą – nawet jeśli dziecko wraca do tego samego budynku, tych samych nauczycieli i większości tych samych kolegów. Organizm musi ponownie przyzwyczaić się do rytmu. Umysł – do większej liczby wymagań i bodźców. A dziecko – ponownie odnaleźć się w społecznym świecie klasy.

Dlatego dobry początek roku szkolnego nie musi oznaczać perfekcyjnego startu. Czasem najlepszym, co możemy zrobić jako rodzice, jest nie dokładać kolejnego wymagania: „powinieneś już sobie radzić”. Dajmy dziecku chwilę na ponowne wejście w szkolny rytm. Adaptacja nie polega na tym, że od pierwszego września wszystko działa jak wcześniej. Polega na tym, że krok po kroku to, co przez chwilę znowu było wymagające, staje się znajome, przewidywalne i łatwiejsze.